
Historia polskiego
narciarstwa
alpejskiego
Od Heleny Marusarzówny po ród Bachledów-Curuś. Opowieść o narciarskich mistrzach i rodzinnej tradycji sportowej, którą na lodowym torze kontynuowała Katarzyna Bachleda-Curuś.
W narciarstwie czas mierzy się w setnych sekundy. Jego historię — w pokoleniach.
Za wynikiem na mecie stoi więcej niż jeden przejazd. Jest dom, w którym pierwszy raz mówi się o nartach, trener zauważający talent i stok, na który wraca się setki razy. Dalszy ciąg historii polskiego narciarstwa prowadzi właśnie przez tych ludzi: mistrzynie, rodzeństwa i rodziny, dla których zima stała się czymś więcej niż porą roku.
Wybrane postaci i związki między pokoleniami — od lat trzydziestych XX wieku do igrzysk 2026.
Najpierw była dziewczyna, która chciała jechać szybciej.
W poprzedniej opowieści spotkaliśmy ludzi, którzy odkrywali, dokąd mogą ponieść ich narty. Teraz zmienia się rytm: pojawiają się bramki, pomiar czasu i ambicja, żeby pokonać trasę lepiej niż inni. W tej historii ważne miejsce zajmuje Helena Marusarzówna. Młodsza siostra Stanisława nie była tylko członkinią sławnej rodziny. Budowała własną sportową pozycję, zdobywając przed wojną siedem tytułów mistrzyni Polski w konkurencjach alpejskich.
Jej narciarski świat wyrastał z Zakopanego: ze śniegu, który był blisko domu, z zawodów i środowiska, w którym talent można było zauważyć bardzo wcześnie. Fotografia Heleny przywraca tej historii twarz. Za nazwiskiem powtarzanym przy okazji memoriału stoi młoda zawodniczka z ambicjami, codziennym treningiem i przyszłością, która dopiero miała się wydarzyć.
Wojna przerwała jej karierę. Działała jako kurierka na szlaku między Zakopanem a Budapesztem; po aresztowaniu została zamordowana przez Niemców w 1941 roku. Sportowego życiorysu Heleny nie da się od tego losu oddzielić. Jej nazwisko wraz z nazwiskiem Bronisława Czecha nosi memoriał, w którym po wojnie ścigały się kolejne pokolenia. Pamięć o zawodnikach stała się częścią żywego sportu.

NAC / Koncern Ilustrowany Kurier Codzienny · domena publiczna · Źródło fotografii ↗

Vojthas95 · CC BY-SA 4.0 · Źródło ↗
Barbara, Teresa i Maria. Polki ruszają na światowe trasy.
Barbara Grocholska-Kurkowiak przyjechała do Zakopanego po wojnie i związała z nim życie. Uczestniczka Powstania Warszawskiego, później wybitna alpejka, trenerka i poetka, nie mieści się w samym zestawieniu wyników. Dwadzieścia pięć tytułów mistrzyni Polski oraz starty olimpijskie w Oslo w 1952 i Cortinie w 1956 roku pokazują jednak, jak silną pozycję wypracowała na trasach.
Obok niej trzeba postawić Teresę Kodelską-Łaszek. Jej ojcem był Aleksander Kodelski, budowniczy kolejki na Kasprowy Wierch. To niezwykłe połączenie naszych opowieści: w jednej poznajemy inżyniera zmieniającego dostęp do gór, w drugiej jego córkę, mistrzynię Polski i olimpijkę z Oslo. Teresa łączyła sport z nauką; została profesorem ekonomii. Jej życiorys rozszerza tę historię również poza Podhale, ku warszawskiemu środowisku akademickiemu.
Trzecią ważną postacią jest Maria Kowalska, później Wania i Suchodolska — alpejka, której nie należy mylić z biegaczką Marią Kowalską z domu Gąsienica-Bukową. W 1956 roku wygrała prestiżowy slalom w Grindelwaldzie, wyprzedzając utytułowane rywalki. Startowała na igrzyskach w Oslo i Cortinie. Jej zwycięstwo przypomina, że wielkie chwile polskich alpejek zaczęły się na długo przed powstaniem Pucharu Świata.
Dwa pokolenia. Ten sam głód ścigania.
Jan Gąsienica-Ciaptak zaczynał karierę jeszcze przed wojną, a po jej zakończeniu stał się jedną z centralnych postaci polskiego narciarstwa. Wystąpił na igrzyskach w St. Moritz, Oslo i Cortinie. Nie zamykał się od początku w jednej konkurencji: w 1948 roku startował olimpijsko zarówno w skokach, jak i w narciarstwie alpejskim. Dopiero z tej dawnej wszechstronności wyłaniała się coraz wyraźniejsza specjalizacja.
Na krajowych trasach przez lata należał do zawodników wyznaczających poziom. Samouk, ceniony za odwagę i technikę, potrafił nadawać wyścigom charakter, który kibice zapamiętywali równie mocno jak wyniki. W takim środowisku narciarstwo było nie tylko zajęciem na zimę, lecz sposobem życia i punktem odniesienia dla młodszych.
Sportową drogą poszedł również jego syn Maciej, akademicki mistrz świata i wielokrotny mistrz Polski. To drugi, obok Bachledów, ważny wątek rodzinny tej opowieści. Dziedziczy się nazwisko i kontakt ze śniegiem, ale nie miejsce na podium. Każde kolejne pokolenie musi wykonać własną pracę, znaleźć własny rytm i stanąć samodzielnie na starcie.

FOTO:FORTEPAN / Szent-tamási Mihály · 9651 · CC BY-SA 3.0 · opis archiwalny · CC BY-SA 3.0
Andrzej Gąsienica-Roj i siła dobrego nauczyciela.
Między powojennymi mistrzami a sukcesami Bachledów nie ma pustej przestrzeni. Jest praca zawodników i trenerów, a wśród nich Andrzeja Gąsienicy-Roja. Olimpijczyk z Oslo i Cortiny, później szkoleniowiec kadry, należał do ludzi, którzy potrafili przekazać doświadczenie dalej. Trenował między innymi Andrzeja i Jana Bachledów oraz Andrzeja Derezińskiego, olimpijczyka z Innsbrucku w 1964 roku.
W tym samym krajobrazie trzeba dostrzec Stefana Dziedzica: wszechstronnego zawodnika, który po startach w konkurencjach klasycznych przeszedł do alpejskich, a później szkolił narciarki, między innymi Barbarę Grocholską i Marię Kowalską. Ważne miejsce zajmuje także Józef Marusarz, pięciokrotny mistrz Polski i trzykrotny olimpijczyk w konkurencjach alpejskich. Te nazwiska pozwalają zobaczyć całe środowisko, zamiast pojedynczych gwiazd zawieszonych poza czasem.
Historia narciarstwa składa się również z rzeczy niewidocznych na podium: ustawionych bramek, powtórzonych przejazdów, poprawek techniki i cierpliwości. Trener bywa obecny w sukcesie nawet wtedy, gdy kamera pokazuje wyłącznie zawodnika. Dlatego w tej opowieści nazwisko Gąsienicy-Roja stoi obok nazwisk jego wychowanków.

Sławek (Sławek Skonieczny) · CC BY-SA 2.0 · Źródło ↗
Z domu, w którym spotykały się narty i muzyka.
Zanim Andrzej „Ałuś” Bachleda-Curuś zdobył swoje medale, była rodzina: ojciec Andrzej, narciarz i śpiewak operowy, oraz matka Maria Gąsienica-Wawrytko, slalomistka i mistrzyni Polski. Sport i muzyka należały tutaj do tego samego domowego świata. Opowieść o Bachledach nie zaczyna się więc od jednego wybitnego zawodnika, lecz od atmosfery, w której dorastali Andrzej i jego młodszy brat Jan.
„Ałuś” przeniósł tę tradycję na poziom światowych sukcesów. W 1970 roku w Val Gardenie zdobył brąz mistrzostw świata w kombinacji alpejskiej; w 1974 roku w St. Moritz dołożył srebro w tej samej konkurencji. To medale mistrzostw świata, nie olimpijskie. W 1972 roku wygrał też slalom Pucharu Świata w Banff. Te wyniki zajmują szczególne miejsce w dziejach polskiego narciarstwa alpejskiego.
Za datami kryje się długa droga: szkolenie w Zakopanem, międzynarodowe treningi i rywalizacja z najlepszymi. W kombinacji trzeba było łączyć różne umiejętności, a w slalomie znaleźć szybkość w precyzji. Bachleda pokazał, że zawodnik wychowany pod Tatrami może walczyć o najwyższe miejsca daleko od rodzinnych stoków. Na igrzyskach reprezentował Polskę w Grenoble i Sapporo.
Jasiek. Własny ślad obok sławnego brata.
Jan Bachleda-Curuś zasługuje w tej opowieści na własne miejsce. Młodszy brat „Ałusia”, znany również jako „Jano”, był wielokrotnym mistrzem Polski i jednym z czołowych polskich alpejczyków swojego pokolenia. Bliskość wielkiego sportowego nazwiska daje mocny punkt wyjścia, ale także pokusę, by cały życiorys opowiedzieć cudzym sukcesem. W jego przypadku byłoby to niesprawiedliwe uproszczenie.
Na igrzyskach w Innsbrucku w 1976 roku zajął jedenaste miejsce w slalomie. Był też medalistą Uniwersjady i odnosił sukcesy w Memoriale Bronisława Czecha i Heleny Marusarzówny. Jego sportową specjalnością pozostawała jazda wymagająca błyskawicznego podejmowania decyzji: następna bramka nadchodziła, zanim można było poprawić poprzedni błąd.
Dwaj bracia pokazują dwie równoległe drogi wyrastające z tego samego domu. Andrzej zdobywał medale mistrzostw świata, Jan budował własny dorobek na trasach krajowych i międzynarodowych. Razem tworzą ważny fragment zakopiańskiej tradycji — opowieść o talencie, pracy i sportowej bliskości, w której każde nazwisko trzeba przeczytać osobno.
Dwie siostry w światowej czołówce.
W latach osiemdziesiątych polski slalom zyskał dwie szczególne bohaterki: bliźniaczki Dorotę i Małgorzatę Tlałki. One również dorastały w sportowym domu. Ojciec Jan był łyżwiarzem szybkim, matka Stanisława uprawiała narciarstwo biegowe. Kolejny raz rodzinna opowieść prowadzi od codziennego kontaktu ze sportem do rywalizacji na największych arenach.
Dorota 14 grudnia 1984 roku wygrała slalom Pucharu Świata w Madonna di Campiglio. Małgorzata w tym samym roku zajęła szóste miejsce w olimpijskim slalomie w Sarajewie; stawała też na podium Pucharu Świata. Nie są to wymienne osiągnięcia dwóch sióstr — każda zapisała własny rozdział. Ich regularna obecność w czołówce sprawiała jednak, że nazwisko Tlałka kojarzyło się z czymś więcej niż pojedynczym udanym startem.
Później obie reprezentowały Francję i wystąpiły w jej barwach na igrzyskach w Calgary. W historii spotykamy więc także nazwiska Tlałka-Mogore oraz Tlałka-Długosz. Warto zachować tę ciągłość, żeby czytelnik rozpoznawał tę samą osobę na różnych etapach kariery. Dorota zmarła w 2025 roku; pamięć o jej zwycięstwie pozostaje jednym z ważnych punktów polskiej historii alpejskiej.
Dorota Tlałka
Zwycięstwo w slalomie Pucharu Świata.
Madonna di Campiglio · 14 grudnia
Małgorzata Tlałka
6. miejsce w olimpijskim slalomie.
Sarajewo · 17 lutego
Kolejny Andrzej. Własna droga między śniegiem a sceną.
Syn „Ałusia”, Andrzej Bachleda-Curuś III, wprowadził rodzinne nazwisko w następne pokolenie międzynarodowego narciarstwa. Jego sportowe dorastanie łączyło Tatry z Francją. Uczył się w środowisku klubowym Saint-Gervais, a później reprezentował Polskę. To już inne narciarstwo: inne trasy, zaplecze i konkurencja, ale dobrze znany rodzinny punkt wyjścia.
W 1998 roku w Nagano zajął piąte miejsce w kombinacji alpejskiej. Cztery lata później w Salt Lake City był jedenasty w slalomie. Także te wyniki wymagają własnego miejsca, niezależnie od medali ojca. Kolejny Bachleda nie powtarzał gotowego życiorysu; budował swój dorobek w nowych warunkach i przeciw nowym rywalom.
Muzyka pozostała drugą ważną częścią jego życia. Fotografia z koncertu w Montrealu pokazuje go już poza trasą, w 2020 roku. Ten kadr domyka rodzinny motyw: dziadek, ojciec i syn spotykają się w opowieści, w której sportowa dyscyplina sąsiaduje z artystyczną wrażliwością. Historia rodziny biegnie dalej również po ostatnim przejeździe.

MSZ / Ministry of Foreign Affairs of Poland · CC BY 3.0 PL · Źródło ↗ · Publikacja MSZ
Katarzyna Bachleda-Curuś. Pięć igrzysk, dwa medale.
Sportową historię rodu Bachledów-Curuś dopełnia Katarzyna Bachleda-Curuś, z domu Wójcicka. Narty są dla niej rekreacją; dyscypliną, w której reprezentowała Polskę na najważniejszych zawodach, jest łyżwiarstwo szybkie. Jej miejsce w tej opowieści przypomina, że rodzinna tradycja sportowa sięga również poza narciarskie trasy.
Pięć startów olimpijskich to dwie dekady obecności na igrzyskach: Salt Lake City 2002, Turyn 2006, Vancouver 2010, Soczi 2014 i PyeongChang 2018. Dwa z nich przyniosły medale w wyścigu drużynowym: brąz w Vancouver i srebro w Soczi. To sukcesy wywalczone wspólnie z koleżankami z reprezentacji — ważny rozdział historii polskich panczenistek.
Katarzyna wnosi do rodzinnej opowieści rytm lodowego toru: technikę, wytrzymałość i współpracę zespołu. Od alpejskich bramek po olimpijski owal zmienia się sceneria, a pozostają lata przygotowań i ambicja, by w najważniejszej chwili pokazać pełnię swoich możliwości.

Fotografia udostępniona do artykułu.
Historia nie kończy się w archiwum.
Maryna Gąsienica-Daniel przypomina współczesnym kibicom, że polskie narciarstwo alpejskie nadal potrafi zbliżać się do największych sukcesów. Szóste miejsce w gigancie mistrzostw świata w Cortinie w 2021 roku, ósme na igrzyskach w Pekinie i siódme na igrzyskach Mediolan-Cortina 2026 tworzą kolejne punkty tej opowieści. W ostatnim z tych startów od medalu dzieliło ją trzynaście setnych sekundy.
Obok niej ważne miejsce zajmuje Magdalena Łuczak. Pochodząca z Łodzi zawodniczka łączy międzynarodowe starty z amerykańskim sportem akademickim. Reprezentując University of Colorado, zdobyła indywidualne tytuły mistrzowskie NCAA: w gigancie w 2022 roku oraz w slalomie i gigancie w 2024. Jej droga pokazuje, że polskie alpejskie talenty wyrastają również poza Podhalem i rozwijają się w różnych systemach szkolenia.
Od Heleny Marusarzówny po dzisiejsze zawodniczki zmieniły się narty, buty, przygotowanie tras i pomiar czasu. Pozostało to samo napięcie przed startem i potrzeba znalezienia własnej linii. Kiedy patrzymy na Kasprowy, warto widzieć również tych ludzi: mistrzynie, braci, siostry, rodziców i trenerów. To oni sprawiają, że historia narciarstwa jest czymś więcej niż tabelą wyników.

Foto: Stefan Brending (2eight) · CC BY-SA 3.0 DE · Źródło ↗

Tournasol7 / Krzysztof Golik · CC BY 4.0 · Źródło ↗

Tournasol7 / Krzysztof Golik · CC BY 4.0 · Źródło ↗
Chwile, które prowadzą dalej.
Przedwojenne mistrzostwa Heleny Marusarzówny.
Grocholska, Kodelska i Kowalska na igrzyskach w Oslo.
Medale mistrzostw świata „Ałusia” w kombinacji.
Olimpijski wynik Małgorzaty i pucharowe zwycięstwo Doroty Tlałki.
Andrzej Bachleda-Curuś III piąty w kombinacji w Nagano.
Maryna Gąsienica-Daniel siódma w olimpijskim gigancie.
Z Kasprowego w świat.
Kuźnice i Kasprowy Wierch są dobrym miejscem, żeby połączyć te opowieści. Budowa kolejki zmieniła zimowy krajobraz Zakopanego, a sportowcy nadali mu własne znaczenie. Dzisiaj przyjeżdża się tu po dzień na śniegu. Warto zabrać ze sobą również znajomość nazwisk i historii, które wyrosły pod tymi samymi górami.
← POCZĄTKI POLSKIEGO NARCIARSTWAŹródła historyczne, wyniki i prawa do fotografii
Autorskie opracowanie popularnohistoryczne, obejmujące wybrane postaci. Wyniki igrzysk, mistrzostw świata, Pucharu Świata i sportu akademickiego opisujemy oddzielnie. Podpis każdej fotografii podaje jej datę i kontekst.
- Helena Marusarzówna — IPN
- Helena Marusarzówna — PAP / dzieje.pl
- Barbara Grocholska-Kurkowiak — PKOl
- Teresa Kodelska-Łaszek — PKOl
- Maria Kowalska — PKOl
- Jan Gąsienica-Ciaptak — PKOl
- Jan i Maciej Gąsienica-Ciaptak — Wojciech Szatkowski / WATRA
- Andrzej Gąsienica-Roj — PKOl
- Stefan Dziedzic — PKOl
- Józef Marusarz — PKOl
- Andrzej Dereziński — PKOl
- Andrzej Bachleda-Curuś — PKOl
- Banff 1972 — oficjalne wyniki FIS / official FIS results
- Jan Bachleda-Curuś — PKOl
- Dorota Tlałka-Mogore — PKOl
- Małgorzata Tlałka-Mogore-Długosz — PKOl
- Madonna di Campiglio 1984 — FIS
- Andrzej Bachleda-Curuś III — PKOl
- Maryna Gąsienica-Daniel — PKOl
- Milano-Cortina 2026 — PKOl
- Magdalena Łuczak — University of Colorado Athletics
- Katarzyna Bachleda-Curuś — PKOl
- Katarzyna Bachleda-Curuś: „Po drugiej stronie barykady” — PKOl
Fotografie pomniejszono i zapisano jako WebP. Dopasowanie kadru do ekranu dotyczy nagłówka. Przetworzone pliki pozostają na wskazanych pod zdjęciami licencjach. Fotografie współczesne nie są przedstawiane jako zdjęcia z okresu kariery, jeśli powstały później.
- Helena Marusarzówna.jpg — Autor nieznany / unknown photographer · IKC 1938; Public domain.
- Barbara Grocholska-Kurkowiak.jpg — Vojthas95; CC BY-SA 4.0.
- Andrzej Bachleda-Curuś.jpg — Sławek (Sławek Skonieczny); CC BY-SA 2.0.
- Andrzej Bachleda-Curuś III band.jpg — MSZ / Ministry of Foreign Affairs of Poland; CC BY 3.0 PL.
- 2017 Audi FIS Ski Weltcup Garmisch-Partenkirchen Damen – Maryna Gasienica-Daniel – by 2eight – 8SC0666.jpg — Foto: Stefan Brending (2eight); CC BY-SA 3.0 DE.
- Magdalena Luczak in Soldeu 2024 GS 2nd run (1).jpg — Tournasol7 / Krzysztof Golik; CC BY 4.0.
- Magdalena Luczak in Soldeu 2024 GS 2nd run (4).jpg — Tournasol7 / Krzysztof Golik; CC BY 4.0.
Dodatkowe kadry: kurs na Kasprowym z 1937 roku — NAC / IKC, domena publiczna; górna stacja z 1958 roku — FOTO:FORTEPAN / Szent-tamási Mihály, CC BY-SA 3.0. Pełne odnośniki znajdują się pod fotografiami. Stan opisanej współczesnej części: październik 2026.

Józef Oppenheim / Muzeum Tatrzańskie · AFN_131_B · Public domain · opis archiwalny
A gdyby ruszyć śladem dawnych wyrypiarzy?
Mariusz Zaruski, Stanisław Zdyb, Józef Oppenheim i ludzie, dla których narty były sposobem poznawania gór. Opowieść o wyprawach, przyjaźniach i schronisku, które stało się legendą.
HISTORIA NARCIARSTWA WYSOKOGÓRSKIEGO →Twój dzień na śniegu.
Wybierz sprzęt na swój wyjazd i dopisz własne wspomnienia do zimy pod Tatrami.
PRZEJDŹ DO WYPOŻYCZALNI ↗